Geek Speak codzienny z Agnieszką Rybicką

Agnieszka jest autorką bloga http://www.ciripiri.pl , w którym opisuje swoją drogę do zbudowania relacji z adoptowaną suczką – Ciri, świadomie używając technik modyfikacji zachowań. Dzięki temu udaje jej się unikać nieporozumień i awersji w pracy z psem. Jest też osobą, z którą codziennie dzielę się przemyśleniami.

Przed Wami fragment rozmowy. Mam nadzieję, że taka forma zdobywania wiedzy “z drugiej ręki” zamieni się w cykl, który chętnie będziecie czytać!

Słowem wstępu:

Analiza behawioralna pozwala na ułożenie równań matematycznych z zachowań a potem na przetłumaczenie ich na język polski. Jeżeli stosujesz się do jakichś wytycznych ale widzisz, że po znaku “równa się” nie ma oczekiwanego rezultatu to doszukujesz się w vademecum kolejnych, zbadanych i opisanych zasad, które Ci umknęły. Radzisz sobie z “błędami” tylko wtedy, kiedy rozumiesz ich naturę a natura, w rzeczy samej jest taka, że błędów po stronie psiego ucznia nie ma nigdy.  Zachowania zawsze są odpowiedzią na otaczające nas środowisko i historię wzmocnień. To, że coś nie pasuje do naszych kryteriów znaczy, że nie dostrzegamy jako nauczyciele jakiejś ważnej zmiennej, którą dostrzega pies i odwrotnie. Psy nie rozumieją znaczenia pojęcia błędu. Nie oszukują i nie udają. Zachowują się tak jak zostały nauczone i jeśli nie odpowiada to opiekunowi to musi zmienić taktykę w swojej pracy.

Krótko mówiąc: zabawa polega na układaniu klocków tak, żeby powstała wieża jakiej oczekiwaliśmy. Jeżeli komuś brakuje wiedzy to terapia behawioralna danego, psiego pacjenta stanie w miejscu.

Skąd w nas – psiarzach, pracownikach dla zwierząt, opiekunach etc. taka niechęć do uczenia się o zasadach rządzących nauką zachowań??

Agnieszka: Ludziom łatwiej i wygodniej zrozumieć taki przekaz, że ważne są emocje i stan wewnętrzny psa, a nie skupianie się na treningu “posłuszeństwa”. Bardzo trudno im wytłumaczyć, że w rzeczywistości wcale nie chodzi o tłumienie przyczyny poprzez wymuszanie posłuszeństwa komendami. 

Dla nich mówienie o zachowaniach “na sucho”, bez wspominania o emocjach to od razu “posłuszeństwo” (które od niedawna nacechowane jest, dla wielu, negatywnymi skojarzeniami)

Znajoma wspomniała, że woli powiedzieć klientowi iż przyczyną są emocje, niż pokazywać konkretny trening. Po cichu wie, że mało kto będzie potrafił poprawnie ten trening przeprowadzić… Przykładem jest “nauka odpoczywania”. Czy da się nauczyć psa relaksować się na hasło? Co w ogóle trener czy opiekun ma na myśli mówiąc o zrelaksowanym psie? Chce zaobserwować takie same reakcje fizjologiczne jak u człowieka?

Jak widzimy “kurs z odpoczywania” to od razu, w pakiecie, myślimy o psie, który na hasło umie się zrelaksować niezależnie od środowiska i tego, czego się nauczył dotychczas (a kurs to np. 6 spotkań). 

Nauczenie psa leżenia na macie i zbudowanie czasu trwania tego zachowania to nie jest to samo. Jak wytłumaczyć różnicę klientowi, kiedy w jej skład wchodzi i trochę fizjologii i ta analiza behawioralna i cała rzesza zasad, o których uczymy się latami…

Karolina: Dla mnie takie podejście zaciera różnice pomiędzy luźną, potoczną pogawędką o naszych czworonogach a nauką, której potrzebujemy żeby wypracować potrzebne nam rzeczy. 

Wzmacnianie leżenia i budowanie czasu trwania a warunkowanie reakcji, których zestaw określimy mianem relaksu to, w rzeczy samej, dwie różne sprawy.

Mówienie w tym przypadku o relaksie czy w ogóle o emocjach psa podczas konsultacji behawioralnej to etykietowanie ale nie całej jednostki a tylko niektórych jej zachowań. 

Chcę powiedzieć, że nie jesteśmy w stanie dokładnie określić co może czuć pies. Są reakcje fizjologiczne, które da się zmierzyć i zobaczyć a potem porównać do naszych. Kiedy my zespół danych reakcji nazwaliśmy ładnie jakąś emocją, najczęściej stosujęmy tą nazwę obserwując analogiczne reakcje psa. (Warto tu zaznaczyć, że nad reakcjami fizjologicznymi można popracować wiedząc o istnieniu warunkowania klasycznego)

Pomyślmy czym to jest:

Patrzę i opisuję zachowania psa – zaciska pysk, marszczy brwi, kuli ogon i mówię, że jego emocje to w tym przypadku smutek, zakłopotanie, może niepókoj?

Widzę jakieś zachowania i wyciągam wnioski na podstawie tego czego doświadczyłam do dzisiejszego dnia, co pozwala mi przypiąć pinezką jakąś łatkę i nie zawracać sobie dłużej głowy. Mamy potrzebę tłumaczenia wszystkiego co obserwujemy ale nie mamy czasu żeby we wszystko się zagłębiać i poddać w wątpliwość prawda? Mózg jednego istnienia nie objąłby tak wielu informacji stąd te łatki ułatwiają nam życie (pozornie).

Moim zdaniem w pracy, w której płacą nam za dogłębną analizę przypadku, doklejenie łatki jest nieprofesjonalne i może świadczyć o maskowaniu niewiedzy. Jeżeli osoba x powie, że pracujesz “z emocjami”, “na emocjach” to wiedz, że procesy uczenia się są takie same, niezależnie od tego jak to nazwiesz. 

Agnieszka: Masz rację. Nie wiem czemu jest taki opór w nazywaniu tego, co się dzieje po imieniu. Z jednej strony, ważne, że takie podejście też pomaga psom. Z drugiej, warto potrafić wyjaśniać w naukowy sposób dlaczego coś działa a coś nie…

Karolina: My w Polsce dopiero pojęliśmy jak można mówić głośno o tym, że zwierzęta czują. Czasem, kiedy ludzie do mnie dzwonią, bardzo podkreślają i antropomorfizują zachowania swoich psów. W końcu pies pełni rolę pełnoprawnego członka rodziny. Czasem zastępuje dzieci…  Ja nie mówię, że to źle. Jak nadajemy zwierzętom ludzkich cech to przynajmniej zaczynamy je traktować z należytym szacunkiem. Są mniej “obce” a więc i mniej straszne i nieokiełznane…

Agnieszka: Na pewno istnieje też siła płynąca z możliwości porównania psa do siebie. Opiekunowi dużo łatwiej będzie zrozumieć analogię do tego co on czuje niż sens opisu w ABC  tego, co pies w rzeczywistości robi.

Właśnie sobie coś uświadomiłam… 

Mamy opór przed uznaniem behawioryzmu bo to oznacza przyznanie, że steruje nami coś, na co potencjalnie nie mamy wpływu.

Większość ludzi, nawet nie mających pojęcia o szkoleniu psów, słyszała o eksperymentach Pawłowa i warunkowaniu klasycznym, ale zupełnie nie zdają sobie sprawy, że to właśnie się dzieje, także z nami, przez cały czas.

Karolina: Coś jak to czego nas uczyli w gimnazjum na chemii. Wiążesz to z tym co obserwujesz codziennie? no nie…

Agnieszka: Dokładnie! Ciężko zaakceptować, że robimy coś “automatycznie”, “sterowani” odruchami albo konsekwencjami…

Jak mówiłam ostatnio koleżance, że fascynuje mnie trening zwierząt, jak można trenować nawet z gadami czy ptakami to usłyszałam: “biedne zwierzęta… Przez odruch Pawłowa chcecie je pozbawić wolnej woli”. Ciężko wytłumaczyć przeciętnej osobie, że te zasady uczenia się tylko opisują to, co się faktycznie dzieje, czy tego chcemy, czy nie. Bo to nie jest coś, czego uczyliby nas w szkole.

Karolina: Złote słowa! Zdecydowanie świadomość tego, że nami również kierują zasady, które można poznać i dzięki temu modyfikować nasze zachowania (w tym myśli – to również są zachowania), musi być dla wielu dość nieprzyjemna… “przecież w ten sposób można by było nami manipulować! Szkolić jak zwierzęta!”

Być może zrozumienie tego byłoby “niebezpiecznym krokiem” w kierunku obalenia mistycznej historii naszych relacji ze zwierzętami… Krokiem, którego nie chcemy podjąć.

One thought on “Geek Speak codzienny z Agnieszką Rybicką

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s